Kilka słów o degustowanym trunku:
Glendronach 12 Yera Old pierwszy raz wpadł mi w ręce 10 lat temu i gdzieś tyle lat temu opublikowałem jej recenzję na początku mojej przygody z recenzowaniem whisky. Wtedy ta whisky wchodziła na polski rynek, dziś jest już mocno rozpoznawana i ceniona. Za sukcesem tej destylarni i jeszcze dwóch innych (BenRiach i Glenglassaugh) stał Billy Walker – postać legenda w świecie whisky. Jednak w 2016 roku mamy zwrot akcji jego wspólnicy postanawiają sprzedać swoje udziały na rzecz korporacji Brown-Forman (jednym z ich flagowych produktów jest Jack Daniels). Po tej transakcji Billy nabywa destylarnię GlenAllachie. Nowi właściciele, to też zmiana warty na stanowisku Master Blender. Po Walkerze tę zaszczytną pozycję objęła Dr. Rachel Barrie. W recenzowanej edycji tę informację też znajdziemy na etykiecie. Z mojej perspektyw to właśnie ta informacja jest swoistym oddzieleniem się od legendy Walkera i pokreśleniem nowego rozdziału destylarni. Drugą informacją, którą ja wynoszę z tego, że sama destylarnia chce pokazać, że robi cały czas dobrej jakości whisky nie zależnie, kto teraz odpowiada za jej zestawianie – jednak to tylko moja prywatna opinia. Jeszcze warto zwrócić uwagę na jedną sprawę, a mianowicie na literkę „D” w nazwie. Wcześniej na etykietach widniał napis GlenDronach, teraz mamy Glendronach. Przekonajmy się o tym i przejdźmy do samej whisky.
GlenDronach 12 Yera Old – jak wynika z deklaracji wieku, whisky dojrzewała przez 12 lat w dębowych beczkach po sherry Oloroso oraz Pedro Ximenez. Whisky posiada naturalny kolor, nie ma już informacji o braku filtracji na zimno. Moc dalej 43%.
Nota degustacyjna:
NOS: Słodki, dębina, rodzynki, miód, daktyle, skóra, suszone morele, suszone śliwki, czekolada, przyprawy korzenne, cynamon.
SMAK: Słodki, delikatny, czekolada, suszone śliwki i morele, rodzynki, przyprawy korzenne: cynamon, gałka muszkatołowa, czarny pieprz, pomarańcza, czekolada z wiśniami.
FINISH: Słodki, czekolada, wiśnie, pomarańcza, dębina, przyprawy korzenne, cynamon, orzechy.
ABV: 43%
WIEK: 12-letnia
REGION: Highlands / Szkocja
Subiektywnie ode mnie:
Po nalaniu whisky do do kieliszka przykryłem ją przykrywką na parę min. Taki zabieg ma ten plus, że dużo aromatu kumuluje się pod samą przykrywką – co przekłada się na starcie na dużo intensywniejsze aromat przy pierwszym styku z nosem. Glendronach 12 na starcie jest bardzo przyjemny dla nosa i dużo się tam dzieje. Na początku mam dużo słodyczy, a aromat jest delikatny dla nosa, wyłania się delikatnie dębina, a zaraz za nią pełne spektrum Sherry, w postaci czekolady, wiśni, suszonych owoców jak śliwki, figi czy morele, do tego lekka nuta skóry, pomarańczy, orzechów czy przypraw korzennych jak cynamon. Całość jest przyjemna w odbierze, nie narzuca się, raczej za każdym razem zaciekawia coraz bardziej i ukazuje trochę inne oblicze. 43% na języku rozchodzi się jak woda, whisky jest przyjemna dla języka i łatwo pijalna. Na pierwszym planie pojawia się sporo słodyczy, a w niej znajdziemy suszone owoce jak figi, daktyle, rodzynki, morele, do tego czekolada, wiśnie. Następnie przechodzimy do bardziej wytrawnej strony whisky, gdzie pojawia się dębina, pieprz, przyprawy korzenne. Bardzo przypada mi balans między słodycz, delikatnością, a wytrawną stroną. Całość idealnie przenika między sobą, alkohol jest w 100% pokryty na języku, co powoduje, że whisky przyjemnie się odkrywa. Finish jest dość intensywny, wytrawny – tu głównie czuć dębinę, przyprawy korzenne, cynamon, jest jeszcze trochę wiśni, pomarańczy, orzechów. I cały posmak dość długo się utrzymuje.
Podsumowują, Glendronach 12-letni to jest to, dobra pozycja dla fanów whisky z beczek po Sherry. Nowa edycja nie różni się dla mnie niczym od starszej – dna whisky zostało utrzymane. Z mojej strony mogę polecić!
Cena: 200-240 PLN
Można kupić np. tutaj:
Dziękuję za przeczytanie mojej recenzji i noty smakowej. Jeśli Ci się podobała, proszę zaglądaj tu częściej lub na FB czy Instagramie.
Autor: Rafał Stanowski




